Believe in a better tomorrow.

Znowu była tam gdzie kiedyś. Stała nad przepaścią własnych myśli. Zastanawiała się, czy może skok dałby jej wolność. Tak strasznie tęskniła za Nim. NIKT i NIC nie dawało jej zapomnieć. Nowo poznane osoby, odnowione znajomości. NIC. Tak to już jest, tak. 

Znowu była tam gdzie kiedyś. Stała nad przepaścią własnych myśli. Zastanawiała się, czy może skok dałby jej wolność. Tak strasznie tęskniła za Nim. NIKT i NIC nie dawało jej zapomnieć. Nowo poznane osoby, odnowione znajomości. NIC. Tak to już jest, tak. 




Zniknijmy gdzieś. RAZEM. Na sekundę. Na minutę. Na godzinę. Na dobę. Na dzień. Na noc. Na tydzień. Na miesiąc. Na rok. Na CHWILĘ. Chce tego, jeszcze bardziej niż zawsze. Uczucie nie gaśnie. O tych WAŻNYCH ludziach się nie zapomina. O tych, którzy cokolwiek znaczyli. Pamiętam. Strasznie boli mnie to, że przez siebie nie możemy ułożyć całości. Błądzimy RAZEM. Szukamy OSOBNO. Zginiemy przez samych siebie. 

- w końcu coś nowego, zbieram siły :) 

Zniknijmy gdzieś. RAZEM. Na sekundę. Na minutę. Na godzinę. Na dobę. Na dzień. Na noc. Na tydzień. Na miesiąc. Na rok. Na CHWILĘ. Chce tego, jeszcze bardziej niż zawsze. Uczucie nie gaśnie. O tych WAŻNYCH ludziach się nie zapomina. O tych, którzy cokolwiek znaczyli. Pamiętam. Strasznie boli mnie to, że przez siebie nie możemy ułożyć całości. Błądzimy RAZEM. Szukamy OSOBNO. Zginiemy przez samych siebie. 

- w końcu coś nowego, zbieram siły :) 

Pięknie jest mówić o miłości. Pięknie jest patrzeć na miłość. Jednak sama walka o miłość jest pełna niepowodzeń, rozczarowania. Miłość nie zawsze, jest szczęśliwa. Bardzo często nie jest nawet odwzajemniona. Kochać i nie być kochanym? Największy ból jaki możesz poczuć. Sama świadomość, że Ty tak bardzo chcesz tego uczucia, a ON. A on po prostu nie. BEZRADNOŚĆ. ZŁY. Popatrz ile tracisz na to swoich nerwów. Popatrz ile czasu musi zająć Ci dochodzenie do siebie po tak bolesnym zastrzyku “miłości”. Wiele ludzi mówi i doradza, w właściwie to pomaga zrozumieć i wyjaśnić jak wygląda prawdziwa miłość. Gówno prawda, tego nie da się wyjaśnić. Na prawdę przepraszam, że muszę używać aż takich słów żeby wyrazić chociaż trochę mojego poglądu na to. No, ale czy ludzie wiedzą co dzieje się w sercu każdego z Nas? Nikt tego nie wie. Nawet my sami tego nie wiemy. Nie mamy wglądu w samego siebie. A szkoda (…) Tak na prawdę, nikt nie wie kiedy jest to PRAWDZIWE uczucie. Czasami ludzie potrafią mówić o kimś, że sam nie wie czego chce. Szydzą z niego. Uważają za kogoś gorszego. Szkoda, że nie znają do końca wszystkiego. Świat i cała populacja stworzeń nazywanymi “ludźmi” wcale nimi nie są. Nie są tym za co się podają. A wiesz czemu? Bo CZŁOWIEK, a właściwie określenie CZŁOWIECZEŃSTWA kojarzy się z tym, że ktoś ma uczucia. A teraz?  W XXI wieku? Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. No i może jeszcze seks który i tak odgrywa się za pośrednictwem pieniędzy. Znaleźć PRAWDZIWE uczucie to w tych czasach wyczyn. Sztuka, którą każdy chciałby opanować. Każdy chce, ale czego mu brakuje? Bycia CZŁOWIEKIEM. Tyle, że w sumie. Co ja o tym mogę wiedzieć? A jednak. No popatrz taka jak ja potrafi, a taki “dorosły” uzna moje słowa bzdury. Czyżby prawda bolała bardziej, niż słowa. I tu pojawia się pytanie. Czy jesteś chociaż trochę podobny do tego za coś się podajesz? ZA CZŁOWIEKA (…)

- to ma przekaz, a czy ktoś z Was go znajdzie to zależy tylko i wyłączenie od podejścia, jedna z bardziej przemyślanych myśli, mam nadzieję, że czyta się dość dobrze :) 

Pięknie jest mówić o miłości. Pięknie jest patrzeć na miłość. Jednak sama walka o miłość jest pełna niepowodzeń, rozczarowania. Miłość nie zawsze, jest szczęśliwa. Bardzo często nie jest nawet odwzajemniona. Kochać i nie być kochanym? Największy ból jaki możesz poczuć. Sama świadomość, że Ty tak bardzo chcesz tego uczucia, a ON. A on po prostu nie. BEZRADNOŚĆ. ZŁY. Popatrz ile tracisz na to swoich nerwów. Popatrz ile czasu musi zająć Ci dochodzenie do siebie po tak bolesnym zastrzyku “miłości”. Wiele ludzi mówi i doradza, w właściwie to pomaga zrozumieć i wyjaśnić jak wygląda prawdziwa miłość. Gówno prawda, tego nie da się wyjaśnić. Na prawdę przepraszam, że muszę używać aż takich słów żeby wyrazić chociaż trochę mojego poglądu na to. No, ale czy ludzie wiedzą co dzieje się w sercu każdego z Nas? Nikt tego nie wie. Nawet my sami tego nie wiemy. Nie mamy wglądu w samego siebie. A szkoda (…) Tak na prawdę, nikt nie wie kiedy jest to PRAWDZIWE uczucie. Czasami ludzie potrafią mówić o kimś, że sam nie wie czego chce. Szydzą z niego. Uważają za kogoś gorszego. Szkoda, że nie znają do końca wszystkiego. Świat i cała populacja stworzeń nazywanymi “ludźmi” wcale nimi nie są. Nie są tym za co się podają. A wiesz czemu? Bo CZŁOWIEK, a właściwie określenie CZŁOWIECZEŃSTWA kojarzy się z tym, że ktoś ma uczucia. A teraz?  W XXI wieku? Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. No i może jeszcze seks który i tak odgrywa się za pośrednictwem pieniędzy. Znaleźć PRAWDZIWE uczucie to w tych czasach wyczyn. Sztuka, którą każdy chciałby opanować. Każdy chce, ale czego mu brakuje? Bycia CZŁOWIEKIEM. Tyle, że w sumie. Co ja o tym mogę wiedzieć? A jednak. No popatrz taka jak ja potrafi, a taki “dorosły” uzna moje słowa bzdury. Czyżby prawda bolała bardziej, niż słowa. I tu pojawia się pytanie. Czy jesteś chociaż trochę podobny do tego za coś się podajesz? ZA CZŁOWIEKA (…)

- to ma przekaz, a czy ktoś z Was go znajdzie to zależy tylko i wyłączenie od podejścia, jedna z bardziej przemyślanych myśli, mam nadzieję, że czyta się dość dobrze :) 


Częścią siebie toniesz. Drugą częścią wciąż walczysz. Masz pełne płuca wody. Wody, która tak bardzo nie pozwala Ci oddychać. Nie możesz robić czegoś co zrobić musisz. Walczysz z samym sobą. Z falami, które są przeciwnościami losu. To właśnie one nie pozwalają Ci po prostu wyjść z tego. I nagle STOP. Woda ustępuje. Pojawia się KTOŚ. Kto pomaga Ci się z tego wydostać. Wstydzisz się mówić, że nie byłeś na granicy życia i śmierci. To przykre. Tam w głębi krzyczysz, a tak na prawdę nie możesz nawet wypowiedzieć słowa. Paranoja. (…) Mija jakiś czas. Jest Ci o wiele lepiej. Zaczynasz powoli zapominać, a właściwie to oswajać się z myślą, że kiedyś byłeś jedną nogą po drugiej stronie. I nagle przychodzi coś niesamowicie dziwnego. Twój WYBAWCA zostawia Cię. Nie ma go. Nie możesz nic zrobić. Tak jak wtedy. Pamiętasz? Tak jak wtedy, kiedy fale przeszkadzały Ci w wydostawaniu się na powierzchnię. Krzyk. Krzyczysz, po to żeby wrócił. Jednakże doznajesz czegoś dziwnego. On Cię nie słyszy. Tak jak wtedy, kiedy woda zalewała Ci płuca. Pamiętasz? Tak jak wtedy. Ponownie tonąc zdajesz sobie sprawę z jednego. Twój wybawca, uratował Cię PO TO, ABYŚ w przypadku kolejnej próby śmierci umiał sam sobie radzić. Nie pomyślałeś o jednym. Może robi to, po to, abyś teraz TY go uratował. JEDNA myśl krążąca w głowie. Czy nie można mówić? Czy trzeba od razu stawiać kogoś w obliczu śmierci? Czy na prawdę chcesz, żeby się udusił? Udusił TWOIM uczuciem. 

- mam nadzieję, że rozumiecie przekaz tego 

Częścią siebie toniesz. Drugą częścią wciąż walczysz. Masz pełne płuca wody. Wody, która tak bardzo nie pozwala Ci oddychać. Nie możesz robić czegoś co zrobić musisz. Walczysz z samym sobą. Z falami, które są przeciwnościami losu. To właśnie one nie pozwalają Ci po prostu wyjść z tego. I nagle STOP. Woda ustępuje. Pojawia się KTOŚ. Kto pomaga Ci się z tego wydostać. Wstydzisz się mówić, że nie byłeś na granicy życia i śmierci. To przykre. Tam w głębi krzyczysz, a tak na prawdę nie możesz nawet wypowiedzieć słowa. Paranoja. (…) Mija jakiś czas. Jest Ci o wiele lepiej. Zaczynasz powoli zapominać, a właściwie to oswajać się z myślą, że kiedyś byłeś jedną nogą po drugiej stronie. I nagle przychodzi coś niesamowicie dziwnego. Twój WYBAWCA zostawia Cię. Nie ma go. Nie możesz nic zrobić. Tak jak wtedy. Pamiętasz? Tak jak wtedy, kiedy fale przeszkadzały Ci w wydostawaniu się na powierzchnię. Krzyk. Krzyczysz, po to żeby wrócił. Jednakże doznajesz czegoś dziwnego. On Cię nie słyszy. Tak jak wtedy, kiedy woda zalewała Ci płuca. Pamiętasz? Tak jak wtedy. Ponownie tonąc zdajesz sobie sprawę z jednego. Twój wybawca, uratował Cię PO TO, ABYŚ w przypadku kolejnej próby śmierci umiał sam sobie radzić. Nie pomyślałeś o jednym. Może robi to, po to, abyś teraz TY go uratował. JEDNA myśl krążąca w głowie. Czy nie można mówić? Czy trzeba od razu stawiać kogoś w obliczu śmierci? Czy na prawdę chcesz, żeby się udusił? Udusił TWOIM uczuciem. 

- mam nadzieję, że rozumiecie przekaz tego 


Doczekała się. Warto było. A przynajmniej tak jej się wydawało. Odezwał się do niej. Czuła, że dobrze zrobiła milcząc. Przynajmniej wiedziała, że teraz te słowa są potrzebne nie tylko jej, ale i Jemu. Miała taką nadzieję. Rozmowa nie była krótka. Wręcz przeciwnie. Rozmawiali i rozmawiali. Nie czuli upływającego czasu. Aż w końcu zastała ich noc. Co to za przeszkoda? Żadna. Tak bardzo lubiła jego słowa. Tak bardzo lubiła jego sposób rozmawiania. Tak bardzo chciała JEGO. Z czasem zmógł ich sen. W końcu zasypiała spokojnie. A rano? Bała się że to wszystko był tylko sen. Sen, z której jest już wybudzona. Chciała zatrzymać go przy sobie. Słowa, które wypowiedział ciągle chodziły jej po głowie. I nie była to cała rozmowa, a nie całe 10 min niej. Słowa, które tak bardzo pobudziły jej czujność. Wiedziała, że coś się stanie. Wiedziała też że musi czekać. Tak jak wtedy. Bo czas pomimo iż wrogiem to pokazuję kto był warty czekania. A ona widziała w Nim kogoś więcej niż tylko chłopaka, który namieszał jej w głowie. Wiedziała w NIM kogoś, kto jako jedyny po miesiącach umiał w 5 minut przywrócić na jej twarzy uśmiech. Bo COŚ niedługo mogło się stać. Mogło, ale nie musiało. 

- dawno mnie tu nie było, przepraszam Was :) 

Doczekała się. Warto było. A przynajmniej tak jej się wydawało. Odezwał się do niej. Czuła, że dobrze zrobiła milcząc. Przynajmniej wiedziała, że teraz te słowa są potrzebne nie tylko jej, ale i Jemu. Miała taką nadzieję. Rozmowa nie była krótka. Wręcz przeciwnie. Rozmawiali i rozmawiali. Nie czuli upływającego czasu. Aż w końcu zastała ich noc. Co to za przeszkoda? Żadna. Tak bardzo lubiła jego słowa. Tak bardzo lubiła jego sposób rozmawiania. Tak bardzo chciała JEGO. Z czasem zmógł ich sen. W końcu zasypiała spokojnie. A rano? Bała się że to wszystko był tylko sen. Sen, z której jest już wybudzona. Chciała zatrzymać go przy sobie. Słowa, które wypowiedział ciągle chodziły jej po głowie. I nie była to cała rozmowa, a nie całe 10 min niej. Słowa, które tak bardzo pobudziły jej czujność. Wiedziała, że coś się stanie. Wiedziała też że musi czekać. Tak jak wtedy. Bo czas pomimo iż wrogiem to pokazuję kto był warty czekania. A ona widziała w Nim kogoś więcej niż tylko chłopaka, który namieszał jej w głowie. Wiedziała w NIM kogoś, kto jako jedyny po miesiącach umiał w 5 minut przywrócić na jej twarzy uśmiech. Bo COŚ niedługo mogło się stać. Mogło, ale nie musiało. 

- dawno mnie tu nie było, przepraszam Was :) 

Biegła bez Niego. Strasznie brakowało jej wszystkiego. Kochała przyjaciół, ale wiedziała, że to wciąż za mało. Nie chciała się zakochać i być z kim innym. Nie mogła, a miała taką możliwość. To byłoby jak walka z samą sobą. Chciała jak najszybciej COŚ zmieniać. Zaczęła robić rzeczy, które mogły jej się odbić na całym organizmie. Miała to gdzieś. Bo w jej całym ciele już coś się stało. Rozlało się serce. Spływało jej po każdej z żył. Uczucie zabijało każdą świeżą tkankę. Tak bardzo kochała. Kochała COŚ co nie mogła mieć. COŚ co nie było jej. Jej oczy codziennie zachodziły łzami. To uczucie, które dawało jej poczucie życia. Głupia i zakochana. Tak. Wszystko w jej oczach stawało się coraz bardziej zamglone. Powoli cichła. Zmieniała się tak szybko, że nie nadążała za tym. Pogubiła się w samej sobie. Już nikt nie mógł jej pomóc. Bo nikt nie chciał tego też zrobić. Krzyczała jak opętana. Krzyczała? Przecież podobno cichła? Tak. Krzyczała w sercu. Padała. Padała za każdym razem, kiedy się tylko podniosła. Ale szła. Bo wiedziała, że kiedyś będzie jej dane spotkać tego, którego kocha. Najbardziej bała się tego, że będzie to tylko spotkanie przypadkowe. Że u jego boku będzie inna. To mocno by zabolało, ale w sumie? Przecież ludzie mówią, że warto. Nie ważne, czy się uda, ale warto. Bo człowiek walczył. I nawet jeżeli nie ma tego co chciał to i tak jest wygranym. Lecz tak właściwie. Co oni moją wiedzieć? (…)

- i po świętach kochani 

Biegła bez Niego. Strasznie brakowało jej wszystkiego. Kochała przyjaciół, ale wiedziała, że to wciąż za mało. Nie chciała się zakochać i być z kim innym. Nie mogła, a miała taką możliwość. To byłoby jak walka z samą sobą. Chciała jak najszybciej COŚ zmieniać. Zaczęła robić rzeczy, które mogły jej się odbić na całym organizmie. Miała to gdzieś. Bo w jej całym ciele już coś się stało. Rozlało się serce. Spływało jej po każdej z żył. Uczucie zabijało każdą świeżą tkankę. Tak bardzo kochała. Kochała COŚ co nie mogła mieć. COŚ co nie było jej. Jej oczy codziennie zachodziły łzami. To uczucie, które dawało jej poczucie życia. Głupia i zakochana. Tak. Wszystko w jej oczach stawało się coraz bardziej zamglone. Powoli cichła. Zmieniała się tak szybko, że nie nadążała za tym. Pogubiła się w samej sobie. Już nikt nie mógł jej pomóc. Bo nikt nie chciał tego też zrobić. Krzyczała jak opętana. Krzyczała? Przecież podobno cichła? Tak. Krzyczała w sercu. Padała. Padała za każdym razem, kiedy się tylko podniosła. Ale szła. Bo wiedziała, że kiedyś będzie jej dane spotkać tego, którego kocha. Najbardziej bała się tego, że będzie to tylko spotkanie przypadkowe. Że u jego boku będzie inna. To mocno by zabolało, ale w sumie? Przecież ludzie mówią, że warto. Nie ważne, czy się uda, ale warto. Bo człowiek walczył. I nawet jeżeli nie ma tego co chciał to i tak jest wygranym. Lecz tak właściwie. Co oni moją wiedzieć? (…)

- i po świętach kochani 


Błądziła. Oj błądziła. I nic by ją w tym nie bolało, gdyby nie fakt, że coraz bardziej się bez niego dusiła. Jak ona strasznie się dusiła. Już żaden człowiek nie był taki jak on. Już nic nie było takie jak on. Już nic nie mogło jej chociaż trochę ukoić głodu. Tylko widok jego dostępności dawał się powód do szału a jednocześnie moment ukojenia. Każdy dzień wyglądał tak samo. Wstawała. Budziła się. Ubierała. Szła do łazienki. Tam patrzała w swoje podkrążone oczy, które wołały o pomoc. Potem doprowadzała się do normalności, czyli do stanu w którym mogła wyjść z domu. Po wyjściu z łazienki, jadła. Siedziała i nie wiedziała jak ma zacząć dzień. Potem szkoła. Spotkanie z ludźmi, którzy tylko czekają, aż okażesz słabość. Ale nie. Twarda była. A przynajmniej się starała. Po godzinach spędzonych w szkole, wróciła. Do swoich czterech ścian. Muzyka i ona. W takim gronie spędzała czas. WIECZÓR. Kąpiel. Wtedy myślała najwięcej. Zostawała całkiem sama i mogła myśleć o wszystkim. Ile tylko chciała. Ale czy dobrze robiła? Czy warto rozmyślać i sprawiać sobie ból. Nie wiadomo. Po wyjściu poszła do łóżka. Tylko tam czuła się w miarę bezpiecznie. TYLKO TAM. Leżała i znów myślała. Aż w końcu oczy same się zamknęły. Jej serce zawsze biło tak bardzo, że bała się , że kiedy zacznie zwalniać to już nigdy nie będzie biło. KAŻDY WIECZÓR Z UCZUCIEM ŚMIERCI. Z UCZUCIEM, ŻE UMIERA. To ją zmieniło. Ale wie, że się nie podda. Bo każdy dzień, może być inny. Lecz, za każdym razem na jego końcu umrzesz. Umrzesz po to, żeby znowu odżyć. I żyć pełnią życia. W MONOTONNYM BIEGU WYDARZEŃ. 

- ale leci ten czas, leci, leci 

Błądziła. Oj błądziła. I nic by ją w tym nie bolało, gdyby nie fakt, że coraz bardziej się bez niego dusiła. Jak ona strasznie się dusiła. Już żaden człowiek nie był taki jak on. Już nic nie było takie jak on. Już nic nie mogło jej chociaż trochę ukoić głodu. Tylko widok jego dostępności dawał się powód do szału a jednocześnie moment ukojenia. Każdy dzień wyglądał tak samo. Wstawała. Budziła się. Ubierała. Szła do łazienki. Tam patrzała w swoje podkrążone oczy, które wołały o pomoc. Potem doprowadzała się do normalności, czyli do stanu w którym mogła wyjść z domu. Po wyjściu z łazienki, jadła. Siedziała i nie wiedziała jak ma zacząć dzień. Potem szkoła. Spotkanie z ludźmi, którzy tylko czekają, aż okażesz słabość. Ale nie. Twarda była. A przynajmniej się starała. Po godzinach spędzonych w szkole, wróciła. Do swoich czterech ścian. Muzyka i ona. W takim gronie spędzała czas. WIECZÓR. Kąpiel. Wtedy myślała najwięcej. Zostawała całkiem sama i mogła myśleć o wszystkim. Ile tylko chciała. Ale czy dobrze robiła? Czy warto rozmyślać i sprawiać sobie ból. Nie wiadomo. Po wyjściu poszła do łóżka. Tylko tam czuła się w miarę bezpiecznie. TYLKO TAM. Leżała i znów myślała. Aż w końcu oczy same się zamknęły. Jej serce zawsze biło tak bardzo, że bała się , że kiedy zacznie zwalniać to już nigdy nie będzie biło. KAŻDY WIECZÓR Z UCZUCIEM ŚMIERCI. Z UCZUCIEM, ŻE UMIERA. To ją zmieniło. Ale wie, że się nie podda. Bo każdy dzień, może być inny. Lecz, za każdym razem na jego końcu umrzesz. Umrzesz po to, żeby znowu odżyć. I żyć pełnią życia. W MONOTONNYM BIEGU WYDARZEŃ. 

- ale leci ten czas, leci, leci